wtorek, 19 kwietnia 2016

Zabawa z transferem



Przegladajac zdjecia w telefonie przypadkowo odnalazlam kuchenne przydasie poczynione rok temu:).Podobnie jak wiele z Was zakochana jestem w Green Gate i choc posiadam niezliczone ilosci duperelek wciaz czuje niedosyt.Pozwolilam sobie na popelnienie kilku podrobek w postaci sciereczek kuchennych kupionych w Ikea.Grafike ukradlam z internetu i wydrukowalam na laserowce.Do transferu uzylam Art Medium firmy Schjerning.A potem bylo scieranie linii papilarnych:D






 Za jednym zamachem zrobilam tez ozdobne oslonki na sloiki

i szczotki,ktorych uzywanie jest surowo wzbronione.Maja stac i ladnie wygladac:)
Szczotki w stanie surowym kupilam w Søstrene Grene(tak dla informacji dla tych co mieszkaja w Norge) za jedyne 7 koron:) 



Czasami warto pogrzebac troche w telefonie.Odnalazlam sporo cudow jak dotad nie publikowanych.Czas wiec aby ujrzaly swiatlo dzienne.Bedzie co pokazywac nastepnym razem:D
Skoro o swietle mowa,nie zapeszajac i odpukujac gdzie sie da,w koncu wyszlo slonce!!!I ponoc tak bedzie sobie swiecic przez najblizszy tydzien:D
Nie popadac w euforie bo temperatura nie przekroczy 10 stopni i na dodatek wieje i wiac bedzie jeszcze bardziej:)

sobota, 16 kwietnia 2016

Czas na kolejny;)

           



  Obiecalam pisac czesciej wiec sie troche staram,choc to staranie nie bardzo mi wychodzi.Wiosna jeszcze nie nastala w pelni ale sa jej pierwsze zwiastuny w postaci tych oto pieknych jak na norweskie warunki krokusow.Temperatury malo przypominajace wiosne i wciaz chmurno i buro ale za to dnia przybylo.I to jak!





    Pozwolilam sobie na zagospodarowanie (oczywiscie za zgoda sasiadow) kawalka wspolnej przestrzeni pod blokiem.Jesienia zrylam ten kawalek ugoru i pozbylam sie chaszczy udajacych kwiaty.W przedsiewzieciu pomogl mi jeden z sasiadow i powywozil to co ja powyrywalam.Posadzilam troche tulipanow,narcyzow,kilka hiacyntow,lilie,anemony,szafirki,krokusy i cebulice szyberyjska.Wyglada na to,ze wszystko pieknie przezimowalo i stopniowo wychodzi z ziemi.W skrzyneczkach posialam astry,nagietki i aksamitki.Zastawilam nimi wszystkie parapety.Szalu nie ma,bo nic innego w Norwegii nie wyrosnie.Nie ta tym ugorze.A po drugie to w ogrodniczym szalowe sa tylko ceny.
Gladiole tez wsadzilam do malych doniczek i wysadze je do gruntu po 17 maja.Dlaczego po 17?A to dlatego,ze 17 maja przypada najwieksze swieto norweskie i czesto sie zdarza ze tego dnia albo leje,albo wieje albo tez sniezek popada.W Polsce mamy zimna Zoske a tu straszy sniegim dwa dni pozniej:)

     Robotkowo zas po japonsku czyli jako tako.Dalej mecze Mariusy.Za to pozwolilam sobie na dokonczenie rok temu zaczetej sowy odgapionej oczywiscie z innego bloga.Sowa prezentuje sie tak:



 

     
 Pracuje tez nad kolejnym projektem ale poki co nie uchyle rabka tajemnicy.Potrzymam Was w napieciu:) i pokaze jak skoncze:D


wtorek, 5 kwietnia 2016

Przepis na sukces:)

      Znowu martwa cisza.Robotkowo nijak,bo zakopalam sie w kolejnych Mariusach.Jak wiadomo projekty czasochlonne a z tym czasem to tez wiecie jak jest.Zawislam w prozni i dopoki slonca nie bedzie,dalej bede skapciala.Na szczescie dzien sie juz wydluzyl ale wiosna wciaz ma nas w ogonie.Co prawda snieg juz stopnial ale w kazdej chwili moze popadac nowy:D.Brak energii do wszystkiego i tylko kilogramow przybywa.Zadnych nowych pomyslow.To znaczy mialam kilka ale wylecialy mi z glowy.Na oslode podam przepis na super tuczace ciasto o wdziecznie brzmiacej norweskiej nazwie "Suksess kake" czyli w tlumaczeniu na nasze ciasto "Sukces".Nieskromnie dodam,ze ciacho naprawde robi furrore.

Do pelnego sukcesu cukierniczego potrzeba nam:
*6 bialek
*250 g cukru pudru
*250 g zmielonych migdalow

  Z bialek ubijamy piane,stopniowo dodajemy cukier i dalej ubijamy.Na koniec dodajemy migdaly i recznie delikatnie mieszamy.Ciasto wylewamy to tortownicy i pieczemy 40 minut w 190 stopniach.

 W tzw. miedzyczasie gotujemy krem z:
*6 zoltek
*1 dl(100 ml) smietany kremowki
*200 g cukru
*i 150 g masla
 Wszystko wrzucamy do gara(niezbyt wielkiego) i gotujac caly czas mieszamy az krem zacznie gestniec.Jak juz nabierze konsystencji gestego bydyniu do goracego kremu dodajemy maslo i mieszamy az sie rozpusci.
 W tym czasie ciasto powinno sie juz upiec.Na przestudzone ciasto wywalamy krem i lejemy wszystkich po lapach,zeby bylo co gosciom podac:D
  
      Moj sukces wyglada tak:



      A tak przy okazji to jak Wam sie podoba moj nowy stol?



 A tu z przepieknie prezentujaca sie i misternie wydziergana przez Marzenke serweta.
                DZIEKUJE CI KOCHANA!!!