wtorek, 26 marca 2013

Dla mam o mocnych nerwach:)



                      Znowu dopadla mnie zaraza.Uroki posiadania dzieci w wieku przedszkolnym.Zawsze cos ze soba do domu przyniosa.Tym razem wirusik,dzieki ktoremu pobilam zyciowy rekord w czestosci uczeszczania do toalety.W ciagu 10 godzin 17 razy:)
          Oszczedzajac sily buszowalam w sieci i wpadlam na ciekawy blog i wpis traktujacy o norweskich przedszkolach.Pozwolilam sobie go skopiowac.Mam nadzieje,ze autorka bloga nie bedzie miala mi tego za zle.

          Matko Polko jesli jestes wrazliwa lepiej tego nie czytaj bo zejdziesz na zawal:)


Marta Tomczyk-Maryon - Blog

Czy posłałabyś dziecko do norweskiego przedszkola? Część 1

Dzień pierwszy
Stoję na niewielkim podwórku obrośniętym rachitycznymi krzakami. Przyglądam się maleńkiemu, żółtemu kwiatkowi, który jakimś cudem uchował się na tej pustyni. Nagle czuję bolesne uderzenie w głowę, odwracam się szybko, ale nie na tyle, żeby uchylić się przed drugim lecącym w moją stronę kaloszem. Tym razem dostaję prosto w twarz. Łapię w locie spadające z nosa okulary. Ponieważ szkła są całe mogę zobaczyć, który „zbir” to zrobił. Winowajca ma około dwóch lat, czarną jak heban skórę i małe, świdrujące oczka. Siedzi na ziemi i próbuje znaleźć, coś, czym można jeszcze we mnie rzucić. Ale, jak wspomniałam, podwórko jest niemal puste, bo to poranek, kiedy dzieci dopiero przychodzą do przedszkola. Nie wyciągnięto jeszcze żadnych zabawek. Mały jest zirytowany, zaczyna płakać. Powtarzam w myślach mantrę: Jeg elsker barn. Podchodzę i ostrożnie nachylam się, nigdy nie wiadomo, co dwulatek może mieć w kieszeniach. Hebanowy wrzeszczy coraz głośniej, i zaczyna wołać mamę. No, przynajmniej wiadomo, o co chodzi. Próbuję go pocieszyć, bezskutecznie.

Dzień drugi
Samlingen, czyli zebranie całej grupy trzylatków. Opiekunka pedagogiczna pyta, jaki dzień tygodnia był wczoraj, a jaki jest dziś. Szczęśliwiec, który dobrze odpowiedział zrywa kartkę w kalendarzu, pozostali śpiewają okolicznościową piosenkę. Potem oglądam „Przegląd piosenki przedszkolnej”, same hity. Niestety, nie znam żadnego, próbuję więc klaskać i wykazać się ruchowo. Liczę na wyrozumiałość Norwegów, którzy nie mają zbyt mocno zakorzenionego dążenia do doskonałości.
Przed śniadaniem pilnuję, aby dzieci umyły ręce przed jedzeniem. Niektóre są szczególnie dokładne, Jonas stoi już pięć minut przed umywalką. Sugeruję, że może wystarczy, że ręce są już czyste: Dine hender er allerede pene. On jednak uważa inaczej i po raz siódmy mydli ręce. W końcu wszyscy szczęśliwe docieramy do stołu, gdzie króluje matpakke, czyli drugie śniadanie, które dzieci same przynoszą ze sobą. Jako Polka przyzwyczajona do zwyczajowej zupy pomidorowej, kotlecika mielonego i marchewki z groszkiem, jestem wstrząśnięta. W norweskim przedszkolu nie ma obiadów. Ciepłe posiłki zdarzają się w niektórych przedszkolach od czasu do czasu, najczęściej są to np. parówki z makaronem lub chleb zapiekany z serem. Do picia dzieci dostają zimną wodę lub zimne mleko. Matpakke zależy od inwencji rodziców, więc „jaka mama takie śniadanie norweskiego przedszkolaka”.


Dzień trzeci
Łapię w locie lecące w moją stronę przedmioty, nawet te, które próbują ugodzić mnie z tylu. Praca w przedszkolu nieprawdopodobnie wyrabia refleks. Mały, hebanowy od kaloszy przykleił się do mnie na stałe. Wszędzie za mną łazi, przytula się jak szczeniaczek. Zaczynam go lubić, a niech to. Lubię prawie wszystkie dzieciaki: niezbyt mądrego Matiasa, zakręconego na punkcie samochodzików Martena, wiecznie chichoczącą Emmę i czarną jak smoła Emmę, która przerasta wszystkie dzieci o głowę i bawi się tylko z chłopakami.


Dzień czwarty
Godzina 9.15 wychodzimy na podwórko. Godzina 11.02 drugie śniadanie. Godzina 12.05 wychodzimy na podwórko. W tym czasie trzykrotnie zrzucam z siebie: spodnie zimowe, spodnie przeciwdeszczowe, kurtkę zimową, kurtkę przeciwdeszczową, buty, czapkę, rękawiczki.
Wymyślam dowcip:
„Co łączy prostytutkę i przedszkolankę?
Odpowiedź:
Obie muszą umieć się szybko i sprawnie rozbierać!”.
Wieje przeraźliwy wiatr. Naciągam czapkę, wkładam ręce do kieszeni. Emma prosi, żebym ją pohuśtała, chętnie to robię, zawsze to jakiś ruch, który rozgrzewa. Liczę, że podczas drugiego posiłku, czyli koło 14 (kolejne spotkanie z matpakke) wrócimy do środka. Nadzieja matką głupiego: pedagogisk leder zapowiada, że zjemy na zewnątrz. Zaczyna padać deszcz. To jednak nie jest powód do zmiany planów. Siedzimy na ławce, popijamy kanapki zimną wodą w plastikowych kubeczkach. Do końca dnia prześladuje mnie wizja gorącej herbaty z cytryną.

Ciąg dalszy nastąpi…

Zrodlo

         Czekam na ciag dalszy i wasze opinie.Mnie norweskie przedszkole nie przeraza.Nawet widze w nich zalety.Ale ja to juz taka znorweszczona matka jestem.Zimny chow.Najwazniejsze,ze dziec czuje sie w tym przedszkolu szczesliwy.Danielek zaczal kariere przedszkolna gdy ukonczyl 3 lata a Adas w wieku 11 miesiecy.Oba kochaja te swoje przedszkola,w ktorych nie ma ani kolorowych scian ani mieciutkich wykladzinek ani cieplutkich obiadkow.Sa za to skaly,krzaki i wieeelkie blocisko.A to jest najwieksza frajda!Codziennie trzeba czekac az sie wybawia i zechca wrocic do domu.


                 


24 komentarze:

  1. czy to na pewno jest przedszkole????????

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Troche jak szkola przetrwania:) ale nawet w reklamie kremu mowia,ze w N. lubia ekstremalne warunki:)

      Usuń
  2. ale,zeby az tak ekstremalne????no tak...mali wikingowie:))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Woda z kaluzy tez jest smaczna,tylko te igly... :D

      Usuń
  3. Duzo zdrowka zycze :-) Co do opisu przedszkola.. wcale nie robi na mnie negatywnego wrazenia. Irlandzkie jest bardzo podobne.. :-) pozdrawiam :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czasami wchodze na takie forum i jak czytam komentarze tych spanikowanych mam to wydaje mi sie ,ze ja jakas wyrodna matka jestem.

      Usuń
  4. I słusznie, niech dzieci wiedzą, że życie to nie bajka;) Cieszę się, że moje dziecko będzie chodziło do norweskiego przedszkola, niech się hartuje:) Ale muszę powiedzieć, że gdybym miała w nim pracować, byłabym przerażona:D niech to robią inni:P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Najwiekszy problem z przedszkolami to taki,ze nie latwo dostac w nich miejsce a co zrobic z dzieciakiem gdy do pracy trzeba isc?Ja sie ciesze,ze Adas tak wczesnie dostal miejsce.Okres adaptacyjny czyli lekkie poplakiwanie trwal 3 minuty przez 2 tygodnie.Potem dziec cieszyl sie i wyciagal lapy do pan z przedszkola a to swiadczy o tym,ze mu tam dobrze.

      Usuń
    2. Słyszałam właśnie, że ludzie zapisują swoje dzieci na listy oczekujących na przedszkole, kiedy te jeszcze są w brzuchu! Jedynie na tzw. "zadupiach" nie ma problemów z przedszkolem, ale są za to problemy z pracą...

      Usuń
    3. Pierwszenstwo w kolejce maja dzieci tych imigrantow,ktorych mamy siedza w domu.Ma je to (te mamy) mobilizowac do podjecia pracy.Moim zdaniem mamy te maja wiecej czasu na zrobienie nowego dziecka i stanie w kolejce po kolejny zasilek socjalny niz na szukanie pracy.Chyba sie domyslasz o jakich imigrantow chodzi.Dzieci,ktore urodzily sie po 1 wrzesnia np.1.09 ubieglego roku nie sa brane pod uwage przy rozdielaniu miejsc w przedszkolu w tym roku.Ja mialam ogromne szczescie i troche znajomosci,ze Adas urodzony 13.09 poszedl do przedszkola jak mial 11 miesiecy.Wazny jest tez termin skladania podan i co sie zaznacza na tych podaniach.Temat rzeka.

      Usuń
  5. W sumie po co dzieciom przedstawiać mylne wyobrażenie o świecie, niech od małego się hartują, może dzięki temu łatwiej im startować w dorosłe życie. Biedne tylko te przedszkolanki ;)
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj czasami im wspolczuje.U Danielka w przedzkolu byl pan przedszkolanek (taki norweski przepis,ze w kazdym przedszkolu musi byc pan),po ktorym dzieciaki skakaly jak malpy po drzewie.Mial fanastyczne podejscie do dzieci i wszystkie dzieciaki go uwielbialy.

      Usuń
  6. U nas nie do pomyślenia!
    Już oczyma wyobraźni widziałam w takiej scenierii Janka...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A swoją drogą te mikroby norwesie to jakieś wredne są...
      Zdrówka, Kochana Jaddis życzę:))

      Usuń
    2. Czasami trudno odroznic,ktore dziecko jest moje:)

      Usuń
  7. Patrząc na zdjęcie dochodzę do wniosku, że muszę swojemu Olkowi zmienić przedszkole na norweskie :). Moje dziecię nie lubi rysować i malować, jakiś czas temu by zachęcić go do malowania zaproponowałam...."choć pomalujemy", Olek się ożywił i pyta "a gdzie jest mój wałek ?"......ręce mi opadły :).
    Śpieszę z wyjaśnieniami :).....cokolwiek w domu robię, do czego potrzebna jest farba (maluję ściany, jakiś mebel, dekoracje) to mam małego pomocnika. Tak dobrze mu idzie malowanie wałkiem, że kiedyś pomalował nam pół ściany w kuchni do wysokości jak sięgnął.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tutaj ulubiona forma malowania jest malowanie lapami.Farba jest wszedzie.W uszach,wlosach...
      Ja swoim dzieciakom nie bronie takich zabaw.Rozscielam folie na podlodze i prosze bardzo.Byle cicho bylo.

      Usuń
    2. ha :) "byle cicho było" - jakże mi to bliskie.
      My w domu mówimy: "cisza leczy":) Ale wiesz Jad, Franc daje czadu;-)

      Zazdroszczę Ci Twojego norweskiego przedszkola! Powiem tyle - wygląda na to, że my znaleźliśmy jedno, które nie boi się naszego niestandardowego synka. Sukces.

      Usuń
  8. Ja jestem pełna podziwu, szczególnie dla tego hartowania dzieci od małego. Ale ja uwielbiam to norweskie przysłowie mówiące o tym, że nie ma złej pogody, są tylko nieodpowiednie ubrania. :))) Czekam na kolejną część. :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Mi osobiście takie przedszkole się bardzo podoba. Nie jestem za trzymaniem dzieci pod kloszem. Zdrówka życzę, spokojnej pracy w święta i Wesołego Alleluja!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. chyba, że wzięłaś wolne ze względu na dolegliwość to życzę spokojnego kurowania

      Usuń
  10. O żesz! Patrzę na fotkę, łał są po dachem! Czytam dalej... fak. No coż, zobaczymy jak to będzie. Któraś strona będzie musiała się przyzwyczaić. Kuba w tym roku pójdzie do norweskiego przedszkola. Nie powiem, że nie mam pietra. Byłam tam w zimie, co sekundę śnieżyca. Myślę, że najtrudniej będzie oswoić się z tym mnie. Mąź poza pracą, nic nie zauważa, a Kuba dla dzieci zrobi wszystko.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie masz sie czego obawiac.Zobaczysz jak korzystny wplyw ma na dziecko takie niewychuchane przedszkole.Ja swoje diable wczoraj odebralam kompletnie mokre bo uczyl sie plywac:)Ale gdybys widziala blysk w jego oczach:))

      Usuń
  11. WItaj...obiecuję, że Twój blog przejrzę z całą jego zawartością. Jednak w tym temacie chciałabym wrzucić swoje 3 grosze. Nasza najmłodsza córka poszła pod chów norweski mając 11 miesięcy. Na początku to ja przeżywałam wszystko nie zauważając NAJWAŻNIEJSZEGO - że moje dzieciątko jest szczęśliwe. Ja widziałam tylko to, że śpi na dworze w wózku niemal w każdą pogodę !!!, że pije wodę z kranu, że nie ma obiadów, że do domu wraca wyglądając jak po partyzantce w lesie. Krzywda dziecku się nie dzieje, tylko my mamy inne wyobrażenia na temat przedszkola. Olka wraca uradowana, bełkocze na dwa języki, je dosłownie !!! wszystko - czasami uda mi się ją powstrzymać przed lizaniem znalezionego wysuszonego pancerza kraba :) Natomiast starsza córka w szkole ma zajęcia z gotowania, szlifowania innych pracy niekoniecznie sensownych. W tej chwili jestem zdecydowanie na ZA jesli chodzi o przedszkola norweskie :)

    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń