sobota, 24 grudnia 2011

Wesolych Swiat! God Jul! Merry Christmas!




               Wszystkim tu zagladajacym zycze Swiat w rodzinnym gronie.
           Wypelnionych radoscia i miloscia,niosacych spokoj i odpoczynek.

środa, 14 grudnia 2011

Popierniczony wieczor

       Po wielu eksperymentach kulinarnych niekoniecznie udanych doszlam do wniosku,ze koniec z wyglupami.Aby tradycji stalo sie zadosc upieklam pierniczki.Takie jakie piekla moja mama,z wyprobowanego przepisu.


      Do upieczenia pierniczkow potrzebujemy:


                            1 kg maki
                            2 lyzki kakao
                            400 g miodu
                            4 lyzeczki przyprawy do piernikow
                            250 g masla/margaryny
                            200 ml gestej smietany
                            3 lyzeczki sody
                            8 zoltek
                            3 bialka
                            1,5 szklanki cukru


                             Dzien pierwszy:
Kakao wymieszac z maka w duzej misce i odstawic.Miod zagotowac z przyprawami i odstawic.Dodac maslo i poczekac az sie rozpusci i wystygnie.Sode zmieszac ze smietana az zwiekszy swa objetosc.Wazne zeby smietana byla o temperaturze pokojowej.Bialka ubic na piane,dodac cukier,ubijajac nadal dodawac zoltka.Ubita mase jajeczna dodac do maki,delikatnie wymieszac,nastepnie dodac miod i mieszac dalej.Na koniec dodac smietane z soda i dokladnie wymieszac.Odstawic ciasto w chlodne miejsce na 24 godziny
.
                               Dzien drugi:
Ciasto podsypac maka i rozwalkowac na grubosc 3-4 mm.Wazne aby podczas walkowania obficie podsypywac maka bo ciasto swietnie przykleja sie do stolnicy :).Wykroic pierniczki i ukladac je w pewnej odleglosci od siebie na wylozonej papierem blasze.Piec w 180-190 stopniach przez 7-12 min.Ja pieke 10 min w 190 stopniach.Po upieczeniu studzic pierniczki na kratce.Przechowywac w metalowej puszcze.Mozna je polukrowac lub polac czekolada.Moja mama bawila sie w nadziewanie.Ponoc najlepsze sa po 2 tygodniach.U nas nigdy tak dlugo nie lezaly :D




                 Ufff.Ale sie napisalam

wtorek, 13 grudnia 2011

Opera mydlana


     Jakis czas temu poczynilam kilka mydelek ale jak to zwykle bywa z braku czasu nie pokazalam ich wczesniej.Zatem prosze!



      Mydelka jak zwykle powstaly z bazy glicerynowej.Rozowe o zapachu rozanym,fioletowe-lawenda,pomaranczowe oczywiscie o zapachu pomaranczy i seledynowe zrobione z masy aloesowej o takim samym zapachu.




                  Dzis wieczorem bede piekla pierniczki :)

poniedziałek, 12 grudnia 2011

Goro,krumkaker i ciastka mutanty

        ....czyli kuchara ze mnie marna.W ubieglym tygodniu nawiedzila mnie Marzenka w celu wspolnego pieczenia ciastek.Padlo na "krumkaker",w pieczeniu ktorych mam juz lekkie doswiadczenie,ciasteczka "goro",do ktorych serca nie posiadam i "springerle" czyli moje mutanty,ktore ze "springerle" wspolnego maja tylko walek ;).Zaczne od poczatku czyli od "krumkaker".Sa to wafelkopodobne tworki pieczone w Norwegii w okresie przedswiatecznym.Do ich pieczenia potrzebna jest maszynka podobna do gofrownicy.Po upieczeniu jeszcze gorace placuszki nawija sie na drewniany waleczek formujac je w tutki.Mozna tez formowac je na odwroconej dnem szklance i zrobic z nich miseczki do lodow.Chrupie sie je "na sucho" lub jak ktos woli mozna je czyms napelnic.Ja zwykle traktuje je bita smietana z dodatkiem "multer" (malina moroszka) jesli takowe posiadam.

Marzenka w swoim zywiole :)

i efekt jej pracy
      Nastepne w kolejce do pieczenia mialy byc ciasteczka "goro" zachwalane niegdys na jakims blogu.Marzenka zarobila ciasto a ja doczytalam sie,ze gotowe ciasto nalezy odstawic w chlodne miejce na okolo dobe :).U mnie stalo nawet dwie :),bo Adas sie zbuntowal i w wieczor,na ktory zaplanowalam pieczenie usmiechal sie do godziny 22.Tak wiec po dwoch dniach lezakowania zabralam sie w koncu za ich pieczenie.Wszyscy poszli grzecznie spac a ja przystapilam do dziela.Najpierw cieniutko rozwalkowalam ciasto,potem wykroilam prostokacik wielkosci formy,precyzyjnie go ulozylam w formie i tu sie zaczelo.Ciasto jest dosc tluste wiec tluszcz zaczal wyciekac z formy na plyte.Zapach spalenizny i dym uruchomily czujnik przeciwpozarowy a ten swoja "melodia" obudzil pol bloku :).Choc forma do ich pieczenia piekna to jednak zrezygnowalam z dalszego eksperymentowania.


    Trzecie na liscie byly niemieckie "springerle" czyli ciasteczka anyzowe z pieknymi wzorami,w ktorych do odciskania wzoru uzywa sie spiecjalnych drewnianych forem lub walka.Taki walek posiada Marzenka stad ten pomysl.Ciasteczka po wykrojeniu musza odczekac dobe aby wzorek nie rozmyl sie podczas pieczenia.Wiecej do powiedzenia na ten temat ma pomyslodawczyni.Ja z racji tego,ze nie przepadam za anyzem zastapilam go przyprawa do piernikow.Ciasteczka wyszly nawet ladne i nienajgorsze w smaku ale nad nimi jeszcze troche popracuje w przyszlosci.A tu wczesniej wspomniany walek:



Mierne efekty eksperymentowania.Pozostane przy polskich tradycjach i upieke pierniczki!

Cudze chwalicie swego nie znacie......
Pozdrawiam:)


niedziela, 4 grudnia 2011

Gdzie ten snieg?

      Przyszla zima a tu sniegu nima.W Norwegii takiej upalnej zimy nie bylo od 150 lat.Za to pieknie wieje.Szczegolnie u mnie na szostym pietrze,na wygwizdowie,w bloku stojacym na gorce.W czwartek niewiele brakowalo aby okno balkonowe wyladowalo w salonie a wszelkie szkliwo stojace na polkach dygotalo jak na promie w sklepie wolnoclowym.Na dodatek przez cztery dlugie dni zylam w calkowitej izolacji od swiata zewnetrznego.Jakies licho wcielo mi internet.Po kilku interwencjach u operatora jakos udalo mi sie powrocic do swiata zywych.Na szczescie wiatr lekko sie uspokoil,Adas spi a ja sie ciesze,ze mam neta :).Pozagladalam na blogi.Wszedzie swiatecznie a ja jakos nie czuje tych swiat.Chyba przez to,ze ta pogoda jest jakas powichrowana.Zwykle o tej porze roku sniegu jest tutaj po kolana.Bez sniegu nie ma swiat!Przez to wszystko nie mam pomyslow na prezenty,nie chce mi sie sprzatac,nie zakisilam jeszcze burakow ani tez nie zadbalam o nowe ozdoby swiateczne.Dobrze,ze chlop troche mysli i zamowil karpia u zaprzyjaznionego kierowcy tira,ktory dostarcza nam od czasu do czasu polskie smakolyki.Robotkowo beznadziejnie.Brak natchnienia.A jak juz cos sobie wymysle,to brakuje na to czasu.Adas domaga sie wiekszego zainteresowania.Caly czas nie spuszcza mnie z oka.Przez ostatnie dwa tygodnie zozpieszczala go babcia.Udalo mi sie nawet oblepic dwie swieczuszki w przewie miedzy myciem okien a porzadkami w szafach.Od jutra zycie wraca na stare tory bo babcia dzis wrocila do dziadka :).Koncze bazgrolenie i zmykam do mojej malej pijawki bo zbliza sie pora karmienia :D