wtorek, 26 lipca 2011

...i po urlopie

Wrocilam.Zawalona praniem i ledwo zyjaca.Do rozwiazania zostalo mi jakies 6 tygodni i dopiero teraz zaczynam odczuwac uroki ciazy.Dzidzius szaleje najczesciej w nocy co dobrze wrozy na przyszlosc :).Ale nie ma co narzekac.Urlop czyli polowy byly udane.Ogolny bilans to ok 130 kg gotowych filetow.Problem zaczal sie po powrocie do domu bo nasza zamrazalka nie byla w stanie wszystkiego pomiescic i zablokowalismy zamrazalki znajomych naszymi rybami a tu sezon na losie sie zbliza.Bez plucia na monitor moje drogie.Jak juz wczesniej pisalam na blogu Lacrimy los a wlasciwie gulasz z losia jest super.Zwykle norweska kuchnia nie lezy mi na watrobie tak gulasz z losia choc kaloryczny jak diabli jest rewelacyjny!W polaczeniu z mlodymi ziemniaczkami z koperkiem i ogorkiem malosolnym prawdziwe niebo w gebie.
        Od ubieglego piatku Norwegia jest na ustach calego swiata.Jak widac wariatow nie brakuje nawet tutaj.Az trudno uwierzyc w to co sie stalo.W Norwegii zawsze bylo bardzo spokojnie,wrecz nudno.Ludzie tutaj na ogol sa otwarci,mili,bezinteresowni.Jak na moje oko czasami wrecz naiwni jesli chodzi otwartosc.Jedno jest pewne ten kraj juz nigdy nie bedzie taki jak kiedys.
       Z racji wydarzen ubiegly weekend spedzilismy w domu.Pierwszy od bardzo dawna.W ramach relaksu "poczelam" lawendowe serduszka zapachowe do szafy.Zapach jest tak intensywny,ze "zaczadzily" cale mieszkanie.Jeszcze tylko popracuje nad opakowaniem i serducha powedruja do szafy tesciowej.Mam nadzieje,ze teraz bede miala troche wiecej czasu dla siebie i moja forma bedzie w miare dobra na robotkowanie.W czwartek przyjezdza odsiecz z Polski i bedzie mnie rozpieszczac obiadkami,ciastami :)
            A oto wspomniane serducha: