czwartek, 3 marca 2011

Paczki,paczki...

   Tyle wczoraj bylo w TV o paczkach,ze i ja nabralam na nie ochoty.Ostatni raz chyba je jadlam 3 lub 4 lata temu.Nie  z powodu diety ale z powodu tego,ze w Norwegii paczkow nie ma.Sa "berlinboller" ale to nie to samo co polskie paczki.Tak wiec pierwszy raz w zyciu zrobilam paczki.Nie obylo sie oczywiscie bez wypadkow.Wymyslilam sobie nadzienie z rozy i czarnej porzeczki ale do glowy mi nie przyszlo,ze porzeczki moga zatkac szpryce do nadziewania a ja dosc silna w rekach jestem wiec polowa kuchni byla w nadzieniu do paczkow.Pomimo watpliwej urody te wielkie,lukrowane bomby kaloryczne szybko znalazly swioch amatorow.Powyzej moj kulinarny debiut i swiezo wydziergana serwetka.

4 komentarze:

  1. Serwetka śliczna i jak się pięknie pączek prezentuje. Oj ja dzisiaj pączków zjadłam sporo i teraz nie mogę spać . Przesłodzona jestem;-))
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  2. Wygląda ten paczek apetycznie bardzo:-)Serwetka super!
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  3. A my jedliśmy te berlineborell i powiem Ci że nam smakowały. Może dlatego że długo nie jedliśmy?

    OdpowiedzUsuń
  4. Tez lubie "berlinki",szczegolnie te z nadzieniem malinowym ale tlusty czwartek wypadalo troche zaakcentowac :D

    OdpowiedzUsuń