Kolejny dlugi weekend dobiegl konca.Na nastepny trzeba bedzie poczekac rok:)Wraz z koncem weekendu skonczyly sie rowniez letnie temperatury i dzis termometr wskaze maksymalnie 15 stopni-czyli letnia normalka.
Tym razem w towarzystwie Zamotanej Marzenki i jej drugiej polowy wybralismy sie na wyspe Ramtonholmen gdzie zwykle spedzamy upalne norweskie lato:)Po przybiciu do brzegu i wyladowaniu wszystkich gratow okazalo sie ,ze na wyspie nie bedziemy sami:).Doslownie metr od naszego "koczowiska" para ostrygojadow uwila sobie gniazdko.
Widzac inrtuzow parka uciekla na bok bacznie nas obserwujac .
I tak sobie stali,dyskutowali,naradzali sie...
Instynkt macierzynski zwyciezyl
i nasza Desperatka...
usiadla na jajkach
a maz Desperatki patrolowal okolice
Nastepnego dnia Desperatka pobila szczyt desperacji.Usiadla na gniezdzie pod parasolem chroniacym ja przed palacym sloncem.
Na wyspie roi sie rowniez od mewich gniazd.Sa ich niezliczone ilosci.Trzeba bylo uwazac gdzie sie stawia nogi aby nie zdeptac jaj.W jednym z gniazd Marzenka znalazla takie male cudo
Podejrzewam,ze za jakis czas na naszej wyspie bedzie mnostwo takich malych biegajacych kulek:)